Po wczorajszym dniu spędzonym na bajecznej Titikaveka Beach, której cisza i spokój ukoiły nasze myśli, postanowiliśmy sprawdzić kolejne miejsce, które kusiło nas swoim pięknem – Aroa Beach. Rarotonga, choć niewielka, kryje w sobie tyle cudów, że za każdym zakrętem czeka coś, co zachwyca jeszcze bardziej.
Aroa Beach to prawdziwy raj dla miłośników podwodnego świata. Woda tutaj przybiera nieskończoną gamę błękitów i lazurów, a koralowe ogrody są domem dla tysięcy kolorowych ryb, które nic sobie nie robią z obecności ludzi. To właśnie tu znajduje się jeden z najlepszych spotów do snorkelingu na całej Rarotondze – laguna jest spokojna, głębokość idealna, a podwodne życie tętni intensywnymi barwami. Po raz kolejny przekonujemy się, że nie trzeba być profesjonalnym nurkiem, by podziwiać cuda oceanu. Wystarczy maska, rurka i odrobina ciekawości.
Zanurzając się w wodzie, czujemy, jak czas zwalnia. Delikatny ruch prądów morskich kołysze nas między formacjami koralowców, gdzie żółte, niebieskie i pomarańczowe rybki przemykają jak małe strzały. Spotykamy także leniwie sunące po dnie rozgwiazdy i małe płaszczki, które zdają się lewitować w wodzie. Widok tych stworzeń w ich naturalnym środowisku to doświadczenie, które zapada w pamięć na zawsze.
Po kilku godzinach w wodzie i błogim odpoczynku na gorącym piasku, postanawiamy wsiąść na skuter i objechać Rarotongę dookoła. Droga prowadzi przez gęste palmy kokosowe, niewielkie wioski, gdzie dzieciaki grają w rugby na przydrożnych trawnikach, i targowiska pełne świeżych owoców. Przejeżdżając przez te malownicze tereny, czujemy autentyczny rytm wyspy – tutaj nikt się nie spieszy, życie płynie w harmonii z naturą.
A na zakończenie dnia? Oczywiście – Black Rock. To już nasz mały rytuał – codziennie wieczorem wracamy tu, by oglądać jeden z najpiękniejszych spektakli natury. Zachód słońca nad tym miejscem to coś więcej niż tylko zmiana kolorów na niebie. To moment, gdy ocean przyjmuje odcienie pomarańczu i czerwieni, a czarne wulkaniczne skały stają się niemymi świadkami przemijającego dnia. Siedzimy na brzegu, słuchamy szumu fal i podziwiamy tę grę świateł, myśląc o tym, jak wyjątkowy był ten dzień.
Rarotonga ma w sobie coś magicznego. Każdego dnia odkrywamy nowe piękno, a jednocześnie czujemy, jak bardzo zwalnia nasz wewnętrzny zegar. Tutaj życie toczy się inaczej – wolniej, bardziej świadomie, z większym szacunkiem dla otaczającej natury. I właśnie za to kochamy ten zakątek świata.