Po kilkugodzinnej przeprawie promem dotarliśmy do Wellington – najbardziej wysuniętej na południe stolicy świata, wciśniętej między wzgórza a zatokę, gdzie wiatr nigdy nie ustaje. Już od pierwszych chwil miasto zachwyca swoim charakterem – eleganckie kawiarnie, nowoczesne muzea, artystyczna bohema i nieustanny gwar. To miejsce, w którym historia łączy się z nowoczesnością, a każdy zakątek kryje coś ciekawego.
Dzień zaczynamy od wizyty na Mount Victoria Lookout. To jedno z tych miejsc, gdzie można zatrzymać się na dłuższą chwilę, wziąć głęboki oddech i podziwiać panoramę miasta. Z jednej strony nowoczesne wieżowce odbijające promienie słońca, z drugiej – spokojna zatoka i zielone wzgórza. Nic dziwnego, że to właśnie tutaj Peter Jackson kręcił sceny do Władcy Pierścieni – w tym miejscu Frodo i jego towarzysze ukrywali się przed Nazgûlami.
Następnie kierujemy się do Wellington Cable Car, kultowej czerwonej kolejki linowej, która od ponad 120 lat wozi mieszkańców i turystów na wzgórza miasta. W ciągu kilku minut wagonik wspina się stromo w górę, mijając tunele ozdobione świetlnymi instalacjami, by na końcu trasy odkryć kolejny skarb Wellington – Botanic Garden.
Ogrody botaniczne to prawdziwa oaza spokoju w samym sercu miasta. Przechadzamy się wśród tropikalnych roślin, olbrzymich paproci i kolorowych rabat kwiatowych, docierając do słynnego Domku Begonii i Obserwatorium Carter. Wśród alejek można się zgubić, a czas płynie tu zupełnie inaczej – wolniej, spokojniej, bardziej magicznie.
Na koniec odwiedzamy jeszcze Letterbox Village, nietypowe miejsce, gdzie kreatywność mieszkańców objawia się nawet w skrzynkach pocztowych. Samoloty, pirackie statki, zamki i smok – każda skrzynka to małe dzieło sztuki, które sprawia, że codzienna korespondencja nabiera innego wymiaru.
Dzień w Wellington mija nam błyskawicznie. Miasto tętni życiem, ale my musimy ruszać dalej. Opuszczamy je w popołudniowych korkach, kierując się na północ. Przygoda trwa!