Po wczorajszej baśniowej wizycie w Hobbitonie, dzisiejszy dzień przynosi zupełnie inne wrażenia. Witamy w Parku Narodowym Tongariro – jednym z najbardziej niezwykłych miejsc w Nowej Zelandii. To właśnie tutaj znajdują się aktywne wulkany, lodowate jeziora i surowe, księżycowe krajobrazy, które przyciągają wędrowców z całego świata. Co ciekawe, jest to najstarszy park narodowy w Nowej Zelandii i trzeci najstarszy na świecie! W 1993 roku wpisano go na listę UNESCO zarówno za jego wartość przyrodniczą, jak i kulturową – dla Maorysów jest to święte miejsce.
Ponieważ pogoda nam sprzyja, wybieramy się na szlak Tama Lakes. Trasa, choć dość długa, jest w miarę płaska i wiedzie przez otwarte przestrzenie, surowe, wulkaniczne krajobrazy i porośnięte żółtawą trawą wzgórza. Dymiący szczyt Mount Ruapehu skrywa się w chmurach, ale za to Mount Ngauruhoe, znany kinomaniakom jako Góra Przeznaczenia z „Władcy Pierścieni”, co jakiś czas ukazuje swoje idealnie stożkowe zbocza. Widok na jeziora Tama jest nagrodą samą w sobie – ich błękit kontrastuje z ciemnym, wulkanicznym podłożem, tworząc widok niemal nierealny.
Po zejściu ze szlaku ruszamy dalej – kierunek Rotorua! To jedno z najbardziej niezwykłych miast Nowej Zelandii, słynące z gejzerów, bulgoczących błotnych źródeł i intensywnego zapachu siarki, który unosi się w powietrzu. Nie bez powodu mówi się, że Rotorua pachnie… zgniłymi jajkami! To wszystko zasługa potężnej aktywności geotermalnej – miasto położone jest na terenie jednego z najbardziej aktywnych obszarów wulkanicznych na świecie. Niestety, mamy tu tylko chwilę, więc nie możemy w pełni zanurzyć się w tych niezwykłych atrakcjach.
Na koniec dnia zajeżdżamy nad Lake Whakamaru Reserve. Po intensywnym dniu to idealne miejsce na odpoczynek – spokojna tafla jeziora odbija ostatnie promienie zachodzącego słońca, a wokół panuje absolutna cisza. To właśnie te wieczory, z dala od cywilizacji, sprawiają, że podróż po Nowej Zelandii jest tak magiczna. Jutro kolejny dzień przygód!