Niespełna cztery godziny po starcie z Rarotonga, koła naszego samolotu dotykają pasa międzynarodowego lotniska na Tahiti. Przywitanie jest pełne ciepła i polinezyjskiego uroku. Musicie wiedzieć, że na wyspach Pacyfiku wita się podróżnych w sposób niezwykły – muzyką, śpiewem i uśmiechem. Tahiti podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej. Na terminalu nie tylko rozbrzmiewają dźwięki ukulele i tradycyjnych polinezyjskich pieśni, ale również wita nas tancerka w barwnym stroju, wykonując skomplikowane ruchy biodrami, jakby ocean przelewał się przez jej ciało. To coś więcej niż tylko powitanie – to symbol kultury, radości i miłości do życia, którą mieszkańcy Polinezji Francuskiej przekazują każdemu przybyszowi.
My jednak się nie zatrzymujemy. Po szybkim przejściu przez formalności ruszamy na kolejny lot – do miejsca, które od lat śniło nam się po nocach. Godzina lotu i oto jesteśmy nad jednym z najbardziej spektakularnych widoków, jakie można zobaczyć z okien samolotu.
Pod nami rozciąga się bajeczna laguna w odcieniach turkusu, błękitu i szmaragdu. Woda jest tak przejrzysta, że nawet z wysokości widać rafy koralowe rozrzucone jak klejnoty w lazurowym oceanie. W samym sercu tej niebiańskiej scenerii wyrasta majestatyczny Mount Otemanu, którego zielone, porośnięte dżunglą zbocza kontrastują z bielą plaż i błękitem morza. To widok, który zapiera dech w piersiach, który na zawsze zapisuje się w pamięci i sercu.
Samolot delikatnie osiada na wodnym lotnisku, bo tak – lotnisko na Bora Bora znajduje się na jednej z motu, czyli małych, koralowych wysepek otaczających główną wyspę. Powietrze jest ciepłe i pachnie słoną bryzą oraz kwiatami tiare – symbolem Tahiti. Wita nas kolejna melodia ukulele, a na szyjach lądują kwiatowe lei, jakby ktoś chciał nam powiedzieć: „Tak, teraz jesteście w raju”.
Nie czekamy długo – po dotarciu do naszego miejsca zakwaterowania pierwsze, co robimy, to wskakujemy do lazurowej wody. Jest ciepła, otula nas jak aksamit. Kolory zmieniają się w rytmie zachodzącego słońca, które rzuca złote refleksy na spokojną lagunę. Siedzimy na pomoście, zanurzeni w tej niezwykłej chwili, patrząc, jak niebo przechodzi od różu do pomarańczy. Gdzieś w oddali ktoś śpiewa polinezyjską pieśń – kołysankę dla oceanu i dla nas.
Spełniamy marzenia. Bora Bora, jesteśmy tu. A to dopiero początek.