A teraz szczerze – kto z Was słyszał o Carson City? No właśnie… Tak myślałem. My też nie mieliśmy pojęcia o jego istnieniu aż do wczoraj. Ale skoro pogoda nam dopisuje, to czemu by nie odwiedzić stolicy Nevady? Tak, dobrze czytacie – to nie Las Vegas ani Reno, ale właśnie skromne Carson City dzierży tytuł stolicy stanu. Dlaczego? Cóż, w XIX wieku, gdy wybierano siedzibę władz, w Nevadzie nie było jeszcze blasku kasyn i neonów, a Carson City leżało akurat w dobrym miejscu, blisko szlaków górniczych i kolei. No i tak już zostało.
Na pierwszy rzut oka – miasteczko jak z westernu. Kolorowe fasady budynków, klimatyczne uliczki, a nad wszystkim górują majestatyczne pasma Sierra Nevada. Spacerując po starym mieście, łatwo poczuć się jak podróżnik z czasów gorączki złota. Aż chce się włożyć kapelusz, wskoczyć na konia i ruszyć w stronę zachodzącego słońca.
Carson City może i jest niewielkie, ale ma w sobie coś przytulnego. Klimatyczne kawiarenki, urocze domki i ten luz, którego często brakuje w wielkich miastach. Nawet żartowaliśmy, że moglibyśmy tu zamieszkać – przynajmniej na chwilę, zanim znów poniesie nas w świat.
Ale to, co najlepsze, miało dopiero nadejść.
Droga, która zapiera dech
Ruszamy na południe słynną drogą numer 395. I już po kilku kilometrach wiemy jedno – to jedna z najpiękniejszych tras, jakimi mieliśmy okazję podróżować.
Po jednej stronie – majestatyczne, ośnieżone szczyty Sierra Nevada, po drugiej – rozległe pustynie, które wyglądają jak z innej planety. Co chwilę krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie – raz surowe góry, raz błękitne jeziora ukryte między wzgórzami. Każdy zakręt przynosi nowe widoki i nowe zachwyty.
Czasem droga wiedzie przez gęste lasy, czasem przez pustkowia, na których nie ma żywej duszy. A gdy zza zakrętu wyłania się tafla jeziora Mono, otoczona wulkanicznymi formacjami, wiemy, że to miejsce zostanie z nami na długo.
Droga numer 395 to prawdziwa uczta dla oczu i duszy. Idealne połączenie dzikiej natury, amerykańskiej przestrzeni i poczucia wolności. To właśnie dla takich chwil warto podróżować – dla momentów, w których krajobraz zapiera dech w piersiach, a człowiek czuje się częścią tej niesamowitej, niekończącej się drogi.
A przed nami jeszcze tyle mil do przejechania…