Dobra, koniec z leniuchowaniem. Chociaż przyznajemy, że błękit wody na Bora Bora ma w sobie coś magnetyzującego, co sprawia, że aż nie chce się ruszać z plaży. Ale dzisiaj – z pełnym przekonaniem, że nie możemy zmarnować tego cudownego dnia – bierzemy się w garść i ruszamy w morską przygodę!
Jako świeżo mianowany kapitan – oczywiście przez moją ukochaną żonę – przejmuję ster, chociaż przyznaję, że początkowo troszkę się stresuję. Po chwili czuję się jak prawdziwy kapitan, a wiatr we włosach i słońce na twarzy sprawiają, że czujemy się jak na końcu świata. Urocza wyspa z każdą minutą coraz bardziej zachwyca, a my płyniemy dookoła, chcąc zobaczyć ją z każdej strony.
Zatrzymujemy się w miejscach, które w żadnym przewodniku nie opisano tak szczegółowo, a które w rzeczywistości okazały się prawdziwym rajem.
Pierwszym przystankiem jest Aquarium Snorkeling – miejsce, gdzie woda jest tak przezroczysta, że widać wszystko, dosłownie wszystko, co kryje się pod powierzchnią. Podwodny świat Bora Bora to prawdziwe dzieło natury. Przepływają obok nas koralowce w najpiękniejszych kolorach, a wśród nich tańczą ryby – od malutkich, różowych, aż po te większe, o przepięknych odcieniach niebieskiego. Takiej kolorystyki w przyrodzie nie znajdziesz nigdzie indziej. Czuje się, jakbyśmy zanurzyli się w bajce.
Następnie zmierzamy na Taurere Point. Miejsce to zachwyca swoją dzikością. Płyniemy wzdłuż skalistych brzegów, podziwiając majestatyczne góry w tle. I znowu – tańczące ryby, wielobarwne koralowce i niepowtarzalna aura spokoju. A potem kolejne miejsce – Motu Piti, gdzie morze przechodzi w prawdziwie turkusową taflę, a my nie chcemy już wypływać, bo czujemy się, jakbyśmy zanurzyli się w jakiejś utopijnej wersji raju.
Czujemy się jak prawdziwi odkrywcy, a morskie przygody są pełne adrenaliny, radości i zachwytu.
Bora Bora nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. To miejsce, które nigdy nie przestanie nas fascynować i zaskakiwać.