Otwieramy kolejny rozdział tej wielkiej przygody, ale tym razem z lekkim dreszczykiem grozy. Bo oto nadeszła chwila, której spodziewaliśmy się od kilku dni – deszcz. Nie jakiś tam lekki kapuśniaczek, tylko konkretna ściana wody, którą telewizja straszyła od dawna. I tak oto nasza podróż przez Amerykę zamieniła się w wyścig z pogodą. Przez całe tygodnie uciekaliśmy przed frontem burzowym, który sunął tuż za nami, jak rekin czający się pod deską surferów. Z Grand Canyon uciekliśmy w ostatniej chwili, ale dziś już nie było dokąd uciec.
Los Angeles. Miasto marzeń, złudzeń i – jak się okazało – deszczu. Kiedy myślisz o LA, widzisz palmy, słońce, surferskie fale i celebrytów w okularach przeciwsłonecznych. My zobaczyliśmy głównie wycieraczki naszego samochodu i szare, przemoknięte ulice. Ale skoro już tu jesteśmy, trzeba było coś zobaczyć!
Wjeżdżamy na wzgórza Hollywood, aby zrobić klasyczne zdjęcie z legendarnym napisem. Widok? Mgła. Ale jesteśmy twardzi – pamiątkowa fotka musi być, nawet jeśli napis ledwo majaczy w tle. Następnie Aleja Gwiazd i Hollywood Boulevard. Cóż, w telewizji wygląda to lepiej. W rzeczywistości to miszmasz błyszczących neonów, turystów, naciągaczy i… bezdomnych, którzy postanowili zrobić sobie kemping na gwiazdach największych ikon popkultury. Tak, widzieliśmy Elvisa i The Beatles, ale w dość niecodziennym wydaniu – jako fundamenty dla prowizorycznych namiotów.
Nie jest to nowy problem miasta. LA od lat zmaga się z kryzysem mieszkaniowym, a historia tego procederu sięga dekad wstecz. Władze potrafiły bez mrugnięcia okiem przesiedlić całe dzielnice pod budowę stadionu Dodgerów, pozostawiając ludzi na bruku. To miasto wielkich kontrastów – z jednej strony Beverly Hills z willami, w których same baseny są większe od niejednego mieszkania, a z drugiej obozowiska rozbijane na chodnikach.
Deszcz padał nieustannie, a my patrzyliśmy na Los Angeles zza szyb samochodu. I chociaż miasto przywitało nas w nieco mniej hollywoodzkim stylu, to przecież LA to nie tylko słońce i palmy. To miejsce, które potrafi oszołomić, rozczarować, zachwycić i zmusić do refleksji – wszystko jednocześnie.